Menu główne
Ja, Nauczyciel
Archiwum

Trociny i cisza. O sztuce, patriarchacie i wymazywaniu

17.09.2025 Justyna "Inka" Ilasz

Jejuuu, artyści mnie nienawidzą! Artystki też! – pomyślałam, gdy pod jednym z postów pogratulowałam twórcy spektaklu Znak z językiem tego, że wspólnie z koleżanką pojadą na Biennale w Wenecji. Koleżanki nie znam, jej prac również. Pomyślałam tylko, że temat języka ludzi i wielorybów jest ciekawy, tym bardziej że spektakl, o którym wspomniałam, dotyczył odbioru świata przez osoby pełnosprawne i głuche, różnic w interpretacji komunikatów. Było tam kilka wątków, które mnie zastanowiły.

Nigdy nie byłam w Wenecji, ale wyobrażam sobie, że reprezentowanie kraju to jednak wyróżnienie. No i się zaczęło. Artyści obrzucili mnie heheszkami. Powiedzieć, że się nie spodziewałam – to mało. Argumenty, które padły, powalały poziomem. Nie dotyczyły w ogóle moich gratulacji, tylko pracy i osoby artystki (kolega był konsekwentnie pomijany). Pomyślałam, że to dziwne – ludzie, którzy jawią mi się jako wrażliwi, patrzący głębiej, reagują tak powierzchownie. Pominę fakt, że wypowiadali się nie na temat projektu, który jedzie do Włoch, tylko zdjęcia z innej wystawy. Może nie doczytali. Nie rozumiem też, dlaczego autorzy posta wyeksponowali jedno nazwisko, skoro w przedsięwzięciu uczestniczą dwie osoby. Wydawałoby się, że ludzie związani ze sztuką czytają i patrzą „bardziej”. Tak mi się wydawało.

Ta sytuacja zmusiła mnie do pytania: jak przygotowujemy na uczelniach do zawodu artysty? Jak osoba, która nie potrafi – albo nie chce – podać rzeczowych argumentów w dyskusji o sztuce, ma analizować i interpretować dzieła? Czy tego ma się uczyć tylko krytyk?

Wraca też stare pytanie – czym dziś jest sztuka? Czy musi być obecna i materialna, czy może być nienamacalna, ale odczuwana? Czy musi być estetyczna, pracochłonna, „piękna”?

Lubię, gdy sztuka wytrąca mnie ze schematów, nie pozwala przejść obojętnie, zostawia z pytaniem. Gdy prowokuje do rozmów, bo czegoś nie wiem, nie rozumiem, szukam odpowiedzi w dialogu albo w książkach. Lubię, gdy porusza mnie emocjonalnie, gdy wywołuje katharsis (Arystotelesowskie, dawno niemodne, ale nadal żywe). Lubię kunszt, rzemiosło, doceniam ogrom pracy i czas. Rozumiem, że proces tworzenia może być zanurzaniem się w metafizykę. Najlepiej, gdy dzieje się niespodziewanie, przypadkiem, wtapiając w życie. Ważny jest pomysł – im prostszy, tym bardziej zobowiązujący.

 

 Marina Abramović, "Rythm 0", Royal Academy w Londynie, 2023. fot. J. Ilasz

 

Weźmy Marinę Abramović. Jej eksperymenty wyzwalają emocje graniczne: Rytm 0, gdzie bada, do czego może posunąć się człowiek, jeśli da mu się narzędzia; czy Rest Energy, w którym zawierza swoje ciało partnerowi. Nawet spojrzenie w oczy może być sztuką. Siadasz, patrzysz. Co widzisz? Siebie w drugim człowieku, czy już osobną osobę? Co mówi ci milczenie? Czasem chodzi tylko o wydobycie „teraz” i jego celebrację.[1]

Czy życie można uczynić sztuką? Co znaczy pięknie żyć? Czy można być artyst_k_ą własnego życia?

Kto w ogóle decyduje, kto jest artyst_k_ą? Galerzyści? Dyrektorzy muzeów? Autorytety środowiskowe? A może każdy?

Tymczasem w poznańskim Centrum Kultury Zamek otwarto wystawę Drwal. Historie o męskości – interdyscyplinarny projekt artystyczno-społeczny Przemysława Jędrowskiego, łączący sztukę współczesną z działaniami edukacyjnymi. Jak czytamy w opisie, jego ideą jest przyglądanie się różnym obliczom męskości – w dobie jej kryzysu i powrotu polityczno-kulturowych schematów.

Punktem wyjścia jest nie tylko epoka Wilhelma II Hohenzollerna, ale i jego osobista biografia: niepełnosprawnego chłopca, który został władcą, a życie zakończył jako drwal w Doorn, ścinający własnoręcznie drzewa.

Twórcy wystawy pytają wprost: „Stereotypowa, toksyczna, wrażliwa. Jaka jest dziś męskość i jak się zmienia? Jakie są jej narracje i społeczne role? I czy w ogóle chcemy o niej rozmawiać?” – to właściwe pytania, zwłaszcza w kontekście tego, co wydarzyło się podczas otwarcia, gdy pojawił się mężczyzna z torbą, z której wyrzucając trociny, wołał: Drwal, gdzie jest? – przerywając przemówienie kuratora. Organizatorzy musieli to jakoś unieść.

 

Kamil Wnuk "Drwal, gdzie jest?", CK Zamek Poznań, 2025, fot. J. Ilasz

 

Prosty gest – wyciągnięta dłoń, z której spadają trociny – stał się dla mnie symbolem. Nacjonalistyczne, patriarchalne zapędy kończą się tym, co po nich zostaje: garścią trocin, pustym lasem, zniszczeniem.

Chwilę później pani dyrektor przejęła się porządkiem i sama zaczęła zamiatać marmurową posadzkę. Jedna z pań sprzątających podała pudło, „żeby się nie poroznosiło”. Porządek musi być – zwłaszcza w miejscu, którego architektura od zawsze miała onieśmielać. Od Wilhelma II i jego mebli w stylu romańskim po nazistowskie monumentalne wnętrza – Ordnung muß sein.

Simone de Beauvoir pisała, że nadmierna troska o porządek bywa domeną kobiet zamkniętych w sferze prywatnej, które próbują „więzienie zamienić w królestwo”. W Polsce sprzątanie to nadal głównie zadanie kobiet. [2]

I jeszcze jedno: performance Kamila Wnuka, który faktycznie wydarzył się podczas otwarcia, został niemal całkowicie pominięty w relacjach. Może dwie osoby na Instagramie uchwyciły moment, reszta – milczenie. Jakby nic się nie wydarzyło. A przecież to nie była „przeszkadzajka” ani „wypadek przy pracy”, tylko pełnoprawny gest artystyczny, wpisany w temat wystawy, rezonujący z pytaniami o męskość, władzę i hierarchię. Dlaczego więc został wymazany?

Może dlatego, że nie pasował do narracji o gładkim, kontrolowanym otwarciu, w którym wszystko jest na swoim miejscu. Performans, jeśli jest autentyczny, zawsze psuje porządek – a porządek, jak wiemy, to jedna z największych obsesji patriarchatu. W tym sensie pominięcie tego zdarzenia mówi więcej o stanie instytucji sztuki niż sam katalog wystawy. Wymazywanie tego, co niewygodne, jest również mechanizmem władzy – podtrzymuje hierarchię, chroni autorytety, przywraca ciszę tam, gdzie miało wybrzmieć pytanie.

Bo to właśnie w takich momentach wychodzi na jaw, czym naprawdę jest patriarchat – nie tylko strukturą władzy, ale też mechanizmem wymazywania i zamiatania pod dywan tego, co niewygodne. Sztuka, jeśli ma być żywa, nie może się na to godzić.

[1] The Artist Is Present to performance Mariny Abramović, zorganizowany w 2010 w Museum of Modern Art w Nowym Jorku.

[2] Agnieszka Krzemińska, Co o społeczeństwie mówi kultura sprzątania? w.: Polityka 20.2016 (3059) z dnia 10.05.2016; Nauka; s. 70. Oryginalny tytuł tekstu: "Odlot na miotle"

   

Justyna "Inka" Ilasz
Justyna "Inka" Ilasz

Nauczycielka języka polskiego, aktorka, teatrolożka, absolwentka Dramowej Akademii Antydyskryminacyjnej, autorka i koordynatorka różnego rodzaju projektów edukacyjnych, antydyskryminacyjnych i międzykulturowych, realizatorka licznych przedstawień z dziećmi i młodzieżą, trenerka Odysei Umysłu, wychowawczyni, trenerka umiejętności społecznych, członkini Rady Fundacji Ja, Nauczyciel, ambasadorka Fundacji Kosmos dla Dziewczynek,