Menu główne
Ja, Nauczyciel
Wiedza

Kto się boi wyobraźni?

04.08.2026 Justyna "Inka" Ilasz

Według starej opowieści o Persivalu [1] – wszystko zaczyna obumierać. Król nie może wstać z łoża. Drzewa nie rodzą owoców. Krowy nie dają mleka. Kobiety nie rodzą dzieci. Nie dlatego, że zabrakło wiedzy. Nie dlatego, że zabrakło rozwiązań. Dlatego, że młody rycerz nie zdobył się na jedno pytanie.

Jerzy Grotowski pisał, że Persival popełnił błąd nie z niewiedzy, lecz z braku ciekawości. Nie zapytał. A świat wokół niego utracił swoją żywotność.

Kiedy profesor Ryszard Łukaszewicz przywołał tę historię podczas Kompasu Edukacji w Bydgoszczy, pomyślałam, że opowiada nie o średniowiecznej legendzie, ale o współczesnej szkole.

Stoimy u progu kolejnej reformy podstawy programowej. W dokumentach pojawiają się słowa, które brzmią znajomo: sprawczość, współpraca, kreatywność, doświadczenia edukacyjne, projekty. Wszystkie są potrzebne. Problem polega jednak na tym, że szkoły nie zmieniają się dzięki samym słowom.

Największym kryzysem polskiej edukacji nie jest brak nowych pomysłów. Jest nim utrata pamięci i ciekawości. Co pokolenie odkrywamy na nowo coś, co ktoś już wcześniej wymyślił, ponieważ przestaliśmy pytać tych, którzy byli przed nami.

W polskiej szkole jest za dużo działań, których sens został gdzieś po drodze zagubiony. „Didaskaliami” – jak nazywa propozycje ministerstwa profesor Mirosława Dziemianowicz – stają się czasem rzeczy, które zamiast wspierać zmianę, jedynie ją pozorują. Ewa Radanowicz zauważa, że w szkole wiele działań podejmujemy dlatego, że od lat były obecne. Rzadko pytamy: po co? Czemu to służy? Jaką wartość wnosi? Być może nie potrzebujemy więc kolejnych rewolucji, ale odwagi do uważnego przyjrzenia się temu, co już robimy. Zapytajmy siebie o wszystkie dni misia, kotka, kropki. Czy chodzi tylko o przynoszenie misiów, a w przypadku tego ostatniego o rysowanie kropkami? Biegamy, spieszymy się, nie nadążamy za codzienną bieżączką, czasem naprawdę brakuje trzeciej ręki. I tak bezrefleksyjnie zmierzamy od końcówki sierpnia do czerwca. Tymczasem szkoła nie powinna być miejscem produkcji aktywności. Powinna być miejscem tworzenia warunków do rozwoju. Nie da się zrobić tego w ciągłym pośpiechu, w nadmiarze zadań. Warto przy tym wiedzieć, czym jest rozwój, usłyszeć potrzeby drugiego człowieka, budować relacje uznania, ale na to potrzebny jest czas. Osoba ucząca też potrzebuje wiedzieć, dokąd zmierza. Czas refleksji i zadawania pytań nie jest czasem bezczynności, choć niektórzy wciąż go tak postrzegają. I tylko w tym miejscu może dojść do prawdziwej przemiany. Być może największą przeszkodą nie jest dziś brak możliwości zmiany, lecz trudność w jej dostrzeżeniu. Nauczycielki i nauczyciele często są tak zajęci realizowaniem kolejnych zadań, organizowaniem aktywności i odpowiadaniem na oczekiwania, że tracą z oczu własną sprawczość. A przecież nie wszystko, co szkoła robi, musi być robione dalej tylko dlatego, że kiedyś zostało wymyślone. Czasem pierwszym aktem zmiany nie jest zrobienie czegoś więcej, lecz uważne sprawdzenie, co naprawdę służy rozwojowi, a co trwa tylko dlatego, że kiedyś zostało wymyślone.

 

kolaż - fot. J.Ilasz

Trawnik na zielono

Edukacja jest lata świetlne za rzeczywistością, a my udajemy, że nic się nie zmieniło. To prawdziwy paradoks. W szkole co chwilę wprowadza się zmiany, a właściwie pozostaje ona od stuleci taka sama. W jaki sposób dzieci i młodzież mają zdobyć przeświadczenie, że mają wpływ na własne życie mimo zewnętrznych zmian, jeśli my, dorośli, chowając głowy w piasek zamiast rozwiązywać prawdziwe problemy, wolimy powtarzać znane schematy?

Stoimy u progu kolejnej reformy. Czytam jej założenia z nadzieją, bo odnajduję w nich wiele ważnych kierunków: sprawczość, współpracę, doświadczenie, projekty. Być może problem nie tkwi więc w samych zapisach. Być może po raz kolejny oczekujemy, że zmiana wydarzy się dlatego, że zmieni się dokument. Tymczasem dokument nie uczy. Uczą ludzie. I dlatego niepokoi mnie, że tak mało wspomina się o nauczycielkach i nauczycielach, którzy mają tę zmianę współtworzyć.

System przygotowania nauczycieli_ek tworzy pewien szczególny paradoks. Na wydziałach pedagogicznych kształci się nauczycielki przedszkola i klas 1–3. Osoby uczące od klasy czwartej często otrzymują przede wszystkim przygotowanie przedmiotowe, a pedagogiczne i psychologiczne przygotowanie do pracy z rozwojem młodego człowieka bywa ograniczone. A jednak wymaga się od nich, by radziły sobie z problemami suicydologicznymi, diagnozami, wspierały uczniów i uczennice w rozwoju, indywidualizowały proces nauczania – jednym słowem stawiały czoła wyzwaniom, do których często nie zostały przygotowane. I dodatkowo oczekujemy, że właśnie oni udźwigną ciężar każdej kolejnej reformy.

Problem nie polega na tym, że nauczycielki i nauczyciele nie chcą zmiany. Przeciwnie – wielu i wiele z nich codziennie podejmuje próby tworzenia szkoły bardziej odpowiadającej potrzebom młodych ludzi. Trudność polega na tym, że ponownie pozostawia się ich samych z odpowiedzialnością za powodzenie kolejnej reformy. Oczekuje się, że pomalują trawnik na zielono i sprawią, że wszyscy aktorzy sceny edukacyjnej będą zadowoleni. Tymczasem nie dano im nawet farby i pędzli. A może chcą prawdziwej trawy? 

W edukacji nieustannie rozmawiamy o zmianach, metodach, narzędziach, kompetencjach przyszłości i sposobach skuteczniejszego uczenia. Rzadziej pytamy o coś wcześniejszego: czy potrafimy wyobrazić sobie rzeczywistość, której jeszcze nie ma? A to wydaje mi się kluczowe, jeśli myślimy o edukacji przyszłości. Skończyłam filologię polską i Poznałam Deweya, Wygotskiego, Piageta. Uczyłam się dramy, metody projektów, różnych sposobów organizowania procesu uczenia się. Nie pamiętam jednak, by ktoś opowiedział mi o profesorze z Wrocławia, który kilkadziesiąt lat wcześniej projektował szkołę opartą na doświadczeniu, pytaniach i wyobraźni. O człowieku, który najpierw zobaczył inną szkołę, zanim zaprosił innych do jej współtworzenia.

Wielkie Nic

Kompas Edukacji nie jest przestrzenią, w której tworzy się listę rekomendacji, składa deklaracje. Nie kończy się uchwałą ani programem naprawczym, niczego nie obiecuje. Jest spotkaniem w „tu i teraz”. Ten skrawek czasu wystarczył, by pozbawione oczekiwań wielkie „nic”  okazało się jednak czymś zupełnie przeciwnym do pustki. Stało się przestrzenią, w której mogły pojawić się myśl, pytanie i możliwość.

Siedziałam zatem w czerwcowy dzień w Młynach Rothera w Bydgoszczy podczas wspomnianego kompasu organizowanego po raz trzeci przez prof. Romana Lepperta i słuchałam wystąpienia prof. Ryszarda Macieja Łukaszewicza pt. „Czy człowiek ma trzecią rękę? Wyobraźnia jako moc sprawcza” i czułam coś trudnego do nazwania – mieszankę zachwytu, żalu i wdzięczności. Zachwyt, że ktoś już wtedy widział edukację tak, jak ja próbuję ją widzieć dzisiaj. Żal, że musiałam odkryć go dopiero na konferencji i wdzięczność, bo zrozumiałam, że idąc drogą własnych poszukiwań, intuicji, podążam szlakiem już wyznaczonym. 

Z tej idei narodził się zespół i projekt Wrocławska Szkoła Przyszłości – przedsięwzięcie oparte na przekonaniu, że edukacja może być przestrzenią odwagi, wyobraźni, twórczości i realnej zmiany.

Profesor przywołał czasy Gierka i konferencję w 1971, w której wziął udział - „Kształcenie dla Przyszłości”, podczas tego spotkania setka osób – ekspertów i ekspertek zastanawiała się, jak odmienić polską oświatę. To wydarzenie było dla niego punktem zwrotnym – wyjechał stamtąd z jasną ideą: stworzyć inną szkołę. Z niej narodził się zespół i projekt Wrocławska Szkoła Przyszłości – przedsięwzięcie oparte na przekonaniu, że edukacja może być przestrzenią odwagi, wyobraźni, twórczości i realnej zmiany. Łukaszewicz, w przeciwieństwie do Persivala, zaczął budować nowy świat, ponieważ odważył się zapytać: czy szkoła może być inna? Zebrał wokół siebie osoby, które mu pomogły i tak powstała szkoła, zupełnie inna niż wszystkie dookoła, która działała przez wiele lat. Dlatego też nie zgodzę się z tezą, którą słyszę od osób biorących udział w bydgoskiej konferencji, że Kompas Edukacji, na którym spotykają się osoby szeroko myślące o edukacji jest po „nic”. Szkoły nie zmieniają reformy. Szkołę zmieniają nauczycielki i nauczyciele, którzy potrafią dostrzec własną sprawczość i mają odwagę wyobrazić ją sobie inaczej. A łatwiej ją sobie wyobrazić, gdy spotykają się ludzie z otwartymi umysłami, którzy potrafią się inspirować, pytać, myśleć krytycznie, szanować, nawet jeśli poglądy są różne. Czasem jedna myśl lub pytanie może otworzyć przed nami zupełnie nowe drzwi. Nigdy nie wiadomo, gdzie upadnie ziarno. Jednym z takich ziaren było spotkanie się z myślą Łukaszewicza.

Według Ryszarda Łukaszewicza nauczyciel nie jest wykonawcą gotowych rozwiązań. Jest osobą, która potrafi uruchomić wyobraźnię – własną i swoich uczniów.

Jeśli dołożymy do tego jego koncepcję nauczyciela jako czwórni czyli liczby urzeczywistnienia idei (gdyż według Platona trójnia jest liczbą idei), użyjemy wyobraźni, zdobędziemy moc przemieniania, do której kluczem jest ciekawość. Czy widzimy, jakie to stwarza nam możliwości?  Nauczyciel wg Łukaszewicza jest imaginatorem-prowokatorem i musi umieć uczyć się prowokowania inwencji nie tylko u dzieci, ale i w sobie.

 

„Mielenie znanego jest edukacją zachowawczą”

Od czego zacząć? Może zamiast ograniczać się do przekazywania wiedzy, stosować metodę zmyślnych okazji. Mówimy „okazja czyni złodzieja”, ale i „przepuścić czy wykorzystać  okazję”. Okazje prowokują różne możliwości, mogą prowadzić ku dobru, jak i ku złu, do porażki jak i zwycięstwa. To, co przynosi nam życie, możemy wykorzystać lub nie, a to z kolei zależy od naszej uważności, odwagi i gotowości do działania, podjęcia ryzyka. Okazje rodzą możliwości, a możliwości pozwalają rozpoznawać nowe okazje. W tej dynamice kryje się jak mówi Łukaszewicz szansa na zmianę, rozwój i nieustanne przekraczanie siebie. Ci, którzy mnie choć trochę znają, domyślą się, jak wiele znaczyło dla mnie – usłyszeć i utwierdzić się w tym,  że „zadaniem edukacji jest rozwijanie zdolności dostrzegania okazji i przekształcanie ich w możliwości działania.” A zatem, by świat nie zaczął obumierać, byśmy nie trwali w tym, co znane i nikomu niesłużące, trzeba w odpowiednim czasie zadać pytanie. Przestańmy zatem traktować je jak przeszkodę w poznaniu, gdyż ono jest jego początkiem a „ciekawość jest jednym ze źródeł życia” [2]. Martwota i stagnacja w edukacji nie ustąpią, jeśli przestaliśmy to robić.

Nawet, jeśli wprowadzimy coś nowego do szkół, może się okazać, że to nie zadziała tak jak powinno. Był TIK, dzisiaj słyszy się już nie tyle o kompetencjach 4C, ale i 7C, prowadzić projekty też potrafimy. (To trochę tak jak z rodzinnymi przepisami, w których stoi zapisane - upuścić ciasto biszkoptowe na podłogę, ale po co, tego najczęściej nie umiemy wyjaśnić, wiemy tylko, że mama i babcia tak robiły). A potem okazuje się, że projekt wygląda tak:

"Ty robisz plakat.
Ty prezentację.
Ty coś przeczytaj."

Tylko że to nie jest PBL tylko podział pracy. Project Based Learning nie zaczyna się od podziału zadań. Zaczyna się od pytania, na które nikt w klasie nie zna jeszcze odpowiedzi, gorzej – na które nawet nauczyciel lub nauczycielka nie znają odpowiedzi. Czy jesteśmy gotowi, by zrezygnować ze swojego perfekcjonizmu? Przyjąć to, co nieznane i wprowadzić do szkoły? Może przeraża nas wizja, w której wektory zostają odwrócone i uczniowie zamiast odtwarzać wiedzę, stawiają pytania i szukają odpowiedzi? Możliwe, że odpowiedź nie będzie taka, jakiej oczekiwaliśmy. Co wtedy? Wyobraźcie sobie szkołę, w której nauczyciele i nauczycielki zamiast udawać, że są perfekcyjnie przygotowani do swoich ról (umówmy się - nikt nie jest alfą i omegą), zadają pytania, także te niewygodne, szukają rozwiązań. Czy w szkole znajdzie się przestrzeń na bycie autentycznym, szczerym, śmiałym i zaciekawionym? W historii Persivala jedno pytanie mogło uratować świat.

Świat, w którym ludzie przestają zadawać pytania, powoli zamiera. Nie od razu. Najpierw znika ciekawość. Potem odwaga, potem wyobraźnia. A bez wyobraźni trudno stworzyć coś nowego, także szkołę.

Wyobraźnia jako moc sprawcza

Możliwe, że największym zadaniem szkoły nie jest dziś nauczenie dzieci wyobraźni. One przychodzą z nią na świat, potrafią pytać, wymyślać, łączyć fakty, wierzyć, że świat można urządzić inaczej. Pytanie brzmi, czy potrafimy jej nie odebrać i czy potrafimy się od-uczać, w języku prof. Tadeusza Sławka, obierać naleciałości świata zewnętrznego kreowanego przez big techy, konsumpcjonizm, antywartości wszczepiane do głowy, ponieważ ani globalna wioska, ani kultura algorytmów nie wspierają a wręcz utrudniają wychowanie i edukację młodego pokolenia.

Największym wyzwaniem stojącym dziś przed polską szkołą nie jest sama reforma edukacji, lecz odzyskanie śmiałości do zadawania pytań w odpowiednim czasie. Bo być może dobra zmiana nie zaczyna się od kolejnych rozwiązań, ale od pytania, które pozwala zobaczyć ich sens.

Profesor Ryszard Łukaszewicz powiedział, że wyobraźnia jest mocą sprawczą. Wierzę, że miał rację.  To ona pozwala dostrzec możliwość tam, gdzie inni widzą tylko procedurę. To ona zamienia okazję w działanie, a szkołę z miejsca odtwarzania świata w miejsce jego współtworzenia. Bo wyobraźnia potrafi z pozornego nic uczynić początek czegoś wielkiego.

I tego nam wszystkim życzę!

Przypisy:

[1] pisownia za Jerzym Grotowskim.

[2] R. M. Łukaszewicz, Inna edukacja. Biografia drogi, Wrocław 2012, s. 34.

Na obrazku okładkowym fragment dzieła "We all feel better in the dark" autorstwa João Pedro Vale i Nuno Alexandre Ferreiry z 2000 roku, Museu Nacional de Arte Contemporânea do Chiado w Lizbonie, fot. J.I.Ilasz

 
Justyna "Inka" Ilasz
Justyna "Inka" Ilasz

Nauczycielka języka polskiego, aktorka, teatrolożka, absolwentka Dramowej Akademii Antydyskryminacyjnej, autorka i koordynatorka różnego rodzaju projektów edukacyjnych, antydyskryminacyjnych i międzykulturowych, realizatorka licznych przedstawień z dziećmi i młodzieżą, trenerka Odysei Umysłu, wychowawczyni, trenerka umiejętności społecznych, członkini Rady Fundacji Ja, Nauczyciel, ambasadorka Fundacji Kosmos dla Dziewczynek,