Menu główne
Ja, Nauczyciel
Archiwum

Mit charyzmatycznego przywódcy

04.10.2025 Piotr Michoń

Dlaczego szef powinien być nudny?

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego historię piszą „hałaśliwi bohaterowie”, podczas gdy cisi, skuteczni liderzy pozostają w cieniu? Martin Gutmann, historyk zajmujący się przywództwem, stawia prowokacyjną tezę: często gloryfikujemy niewłaściwych liderów. W swojej prezentacji na TED i w książce The Unseen Leader podkreśla, że skupiamy się na tych, którzy spektakularnie zarządzają kryzysem, zapominając o tych, którzy skutecznie im zapobiegają.

Wyobraźmy sobie, że organizujemy wyprawę polarną. Mamy dwóch kandydatów na kapitana:

  • Kandydat A z powodzeniem osiągnął już wszystkie cztery główne cele polarne (Biegun Północny, Biegun Południowy, Przejście Północno-Wschodnie i Północno-Zachodnie), a w trzech przypadkach był pierwszym, który tego dokonał.
  • Kandydat B wyruszył na Antarktydę cztery razy, trzy razy jako dowódca, a każda wyprawa zakończyła się porażką, katastrofą lub śmiercią.

Kogo byście zatrudnili? Odpowiedź wydaje się oczywista: kandydata A. A jednak, jak zauważa Gutmann, w rzeczywistości często dajemy się zwieść i wybieramy kandydata B.

Prawdziwa historia, która to ilustruje, to losy Roalda Amundsena i Ernesta Shackletona. Kandydat A to Roald Amundsen bez wątpienia najbardziej skuteczny polarnik w historii. W 1905 roku, na małym statku rybackim, dokonał tego, czego brytyjska marynarka wojenna nie potrafiła przez osiemdziesiąt lat: przepłynął Przejście Północno-Zachodnie. W 1911 roku dotarł do Bieguna Południowego, a jego wyprawa przebiegła niemal dokładnie tak, jak ją sobie zaplanował. Amundsen był uosobieniem „nudnego” przywództwa: starannie planował, minimalizował ryzyko, dokładnie poznawał środowisko, w którym działał.

Z drugiej strony mamy Ernesta Shackletona, kandydata B. Jest on konsekwentnie celebrowany jako wzór lidera w niezliczonych książkach, filmach i podcastach.  Jego sława widoczna jest nawet w nazewnictwie geograficznym – mamy lodowiec Shackletona, góry Shackletona, planetoidę Shackletona, a nawet krater księżycowy jego imienia. Powód? Dramatyzm jego doświadczeń. Kierowana przez niego w 1914 roku wyprawa Endurance zakończyła się uwięzieniem i zgnieceniem statku przez lód. Shackleton i jego załoga odbyli heroiczną, niebezpieczną podróż, podczas której wszyscy zostali ocaleni. W opisie książki o tej wyprawie znalazłem zdanie: Historia irlandzkiego odkrywcy i jego statku to ponadczasowa opowieść o niezwykłym i inspirującym przywództwie. Jednak, jak podkreśla Gutmann, kryzys ten w dużej mierze wynikał z jego własnych błędów – zlekceważył ostrzeżenia lokalnych wielorybników, źle dobrał sprzęt i załogę. Paradoks polega na tym, że nie pisze się książek o tym, że ktoś po prostu zrobił dobrą robotę, za to wciągają nas opowieści o tym, jak ktoś heroicznie walczył ze skutkami katastrofy, do której sam doprowadził.

https://www.youtube.com/watch?v=EFfw1mNRiWs

Dlaczego więc podziwiamy Shackletona, a Amundsena – „nudnego mistrza” – spychamy w cień? Gutmann tłumaczy to „pułapką działania” (action fallacy): kierujemy się przekonaniem, że najlepszy lider to ten, który robi najwięcej szumu i spektakularnych rzeczy w dramatycznych okolicznościach. Innymi słowy – mylimy dobrą historię z dobrym przywództwem.

Ta pułapka ma poważne konsekwencje dla współczesnych organizacji. W biurach częściej wzorujemy się na „Shackletonach”, a nie na „Amundsenach”. Badania psychologii organizacyjnej pokazują, że potencjał przywódczy dostrzegamy u osób, które:

  •  mówią dużo (niezależnie od treści),
  • wydają się pewne siebie (niezależnie od kompetencji),
  • są wiecznie zajęte (niezależnie od tego, co faktycznie robią).

W rezultacie bardziej liczy się „udawanie” lidera niż faktyczne nim bycie – zwłaszcza wtedy, gdy nikt nie zagląda za kulisy.

Na zajęciach z przywództwa, gdy pytam studentów o cechy dobrego szefa, pierwsza odpowiedź brzmi zwykle: charyzmatyczny. Moi studenci wyobrażają sobie kogoś, kto wchodzi do biura i od razu przygasają światła, ludzie czują podmuch wiatru na twarzach, a w tle rozlegają się dźwięki akiegoś utwóru Hansa Zimmera. Mesjasz w garniturze, albo – zgodnie z modą – w dżinsach i new balance’ach 991 w stylu Steve’a Jobsa.

Problem w tym, że szukając liderów bardzo często wybieramy narcyzów. W badaniach pokazano, że gdy grupa nie ma lidera, to osoby narcystyczne niemal automatycznie przejmują stery – są głośne, pewne siebie i charyzmatyczne. Reszta bezrefleksyjnie postrzega ich jako naturalnych przewodników, nawet jeśli podejmują impulsywne i nierozsądne decyzje.

Podobnie jest w organizacjach – menedżerowie o wysokim poziomie narcyzmu częściej awansują. Autopromocja i dominacja rzeczywiście działają, tyle że krótko, a na dłuższą metę prowadzą do spadku morale i efektywności.

Tymczasem badania pokazują, że „nudne przywództwo” – oparte na refleksji, konsekwencji i cierpliwości – daje więcej wartości niż spektakularne akcje. Liderzy, którzy potrafią ogarniać codzienność, myśleć długofalowo i nie ulegają pokusie ciągłych rewolucji, budują stabilne i odporne organizacje.

Raffaella Sadun z Harvard Business School nazywa to „boring management”. Nie brzmi ekscytująco, ale działa. Składa się z trzech elementów:

  • ustalania jasnych, strategicznych celów,
  • tworzenia warunków, które pozwalają pracownikom skutecznie działać,
  • monitorowania postępów i dawania informacji zwrotnej.

Podobnie Tomas Chamorro-Premuzic, profesor psychologii biznesu, twierdzi, że najlepsi menedżerowie są przewidywalni, rzetelni i emocjonalnie dojrzali. „Nudny” w tym kontekście nie znaczy ospały, tylko dojrzały emocjonalnie; opanowany i konsekwentny. Taki szef nie wywołuje dramatów, nie buduje kariery na kryzysach – tylko sprawia, że do kryzysów w ogóle nie dochodzi.  Może nie dostanie owacji za heroiczne akcje w ostatniej chwili, ale to dzięki niemu statek płynie spokojnie, zamiast co chwilę obijać się o skały.

Więc następnym razem, gdy oceniasz lidera, nie daj się zwieść brawurowym opowieściom. Zajrzyj w spokojniejsze zakątki zespołu – tam często siedzi ktoś, kto swoją konsekwencją trzyma wszystko w ryzach. A jeśli zastanawiasz się, kogo chcesz mieć za sterem, gdy na horyzoncie pojawi się góra lodowa, to odpowiedź jest prosta: oby to był „nudny” szef.

Piotr Michoń
Piotr Michoń

z wykształcenia doktor ekonomii, z przekonania po prostu człowiek zainteresowany człowiekiem.